Wywiad z Małego Kacka – Dyrektor Centrum Kultury Jarosław Wojciechowski

Serdecznie zapraszamy Państwa do zapoznania się z wywiadem, który przeprowadziliśmy z Dyrektorem Centrum Kultury
Jarosławem Wojciechowskim. Instytucja ta została powołana w 2004 roku w miejsce Domu Kultury. Od kilku lat proponuje
mieszkańcom Gdyni coraz szerszą ofertę wydarzeń kulturalnych. Nie zabrakło także pytań dotyczących społecznej działalno-
ści w Radzie Dzielnicy Śródmieście.

W świadomości mieszkańców Gdyni utrwaliła się nazwa Dom Kultury. Obecnie jednak przy Łowickiej 51 mieści się Centrum Kultury. Jaka jest różnica pomiędzy tymi instytucjami?

Zmiana nazwy dokonana została w 2004 roku i wynikała ona ze zmiany profilu działalności. Dawniej było to miejsce związane z ogródkami działkowymi. Budynek ten był swego rodzaju świetlicą dla osób dzierżawiących ogródki działkowe. W miejscu tym odbywały się zebrania, oraz różnego rodzaju działalność para-kulturalna. W kolejnych latach profil ten zmienił się. Jeżeli chodzi o historię to później istniało tu kino „Jagienka”, a następnie Dom Kultury. Miejsce to służyło głównie lokalnej społeczności. W 2004 za sprawą decyzji Pana Prezydenta oraz Rady Miasta zmieniono profil działalność, a także nazwę na Centrum Kultury. Od tego momentu organizacja ta stała się współodpowiedzialna za większość wydarzeń kulturalnych w mieście. Niewiele osób wie, że nie zajmujemy się działalnością wyłącznie wokół obiektu przy ulicy Łowickiej, ale także działalnością kulturalną w różnych punktach miasta. Na przykład „Niedziela Melomana” odbywa się w Teatrze Miejskim, a Międzynarodowy Festiwal Muzyki Sakralnej w różnych gdyńskich kościołach. Organizujemy także comiesięczne koncerty w Domu Rzemiosła. Zabezpieczamy również imprezy rocznicowe pod względem technicznym, medycznym, a niekiedy jesteśmy odpowiedzialni za scenariusz tych wydarzeń.

Nasza działalność jest bardzo mocno związana z Wydziałem Kultury Urzędu Miasta. Imprezy organizowane są w większości przypadków wspólnie przez oba podmioty, a gdy inicjatywa wychodzi tylko od jednego z nich, to zawsze może liczyć na wsparcie drugiego.

Jaki jest program Centrum Kultury?

Właśnie jesteśmy w trakcie finalizacji programu na miesiąc kwiecień, zawiera on kilkadziesiąt propozycji dla mieszkańców Gdyni, a przede wszystkim Małego Kacka. Jesteśmy w przededniu wykonywania swego rodzaju gestów w stronę mieszkańców tej dzielnicy, które mamy nadzieję spowodują, że będą oni częściej odwiedzać Centrum Kultury.
Od momentu, w którym zostałem dyrektorem CK zależy mi na mieszkańcach Małego Kacka, żeby tą społeczność integrować poprzez proponowane wydarzenia kulturalne. Ponieważ komu może być łatwiej i bliżej, aby skorzystać z naszej oferty, jeśli nie najbliższym sąsiadom Centrum Kultury.

Jeżeli chodzi o kwestię samego profilu działalności, to jako pierwszą chciałbym wymienić Scenę Studencką. W maju 2010 zaproponowałem abyśmy spróbowali utworzyć swego rodzaju teatralną scenę, która funkcjonuje do dziś. Jest to jedna z głównych gałęzi działalności Centrum Kultury polegająca na wspieraniu i organizacji spektakli teatralnych. Zaczyna nam to wychodzić coraz lepiej, czego przykładem jest frekwencja na „Mayday” Raya Cooneya w reżyserii Dariusza Majchrzaka. Na przedstawieniu mamy nadkomplety, co nas czasami przeraża. Od 11 listopada, kiedy odbyła się premiera „Mayday” do dnia dzisiejszego zagraliśmy ten spektakl 31 razy. Powoli zaczyna to wyglądać jak teatr repertuarowy, chociaż nie mamy takich aspiracji.

Myślę, że drugą silną gałęzią od lat prowadzoną przez CK jest sfera muzyczna, którą zagospodarowuje Krzysztof Dąbrowski. Jest on odpowiedzialny, za repertuar w ramach Niedzieli Melomana, koncertów w Domu Rzemiosła, koncertów promenadowych na Kamiennej Górze, czy wreszcie Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Sakralnej. Festiwal ten prowadzony jest od lat przez Pana Krzysztofa Dąbrowskiego, który pełni zarazem funkcję dyrektora artystycznego tego przedsięwzięcia. Jednym z inicjatorów tych cykli muzycznych jest naczelnik Wydziału Kultury Pan Włodzimierz Grzechnik. Efektem ich wieloletniej ciężkiej pracy jest komplet publiczności na koncertach. Natomiast bilety wyprzedawane są na dwa tygodnie przed ich rozpoczęciem. Jest to wielkie osiągnięcie, biorąc pod uwagę to, że nie mamy infrastruktury czysto koncertowej w mieście. Mamy natomiast miejsca, które choć nie są stworzone do słuchania muzyki, z powodzeniem pełnią rolę sal koncertowych. Można by tu wymienić chociażby Dom Rzemiosła, gdzie jak okazało się jest bardzo dobra akustyka. W tej chwili pracujemy nad kolejnym miejscem.

Co ważne mamy też widownię, której Gdańsk i Sopot nam zazdroszczą, mimo że nie mamy takiego pięknego obiektu jak gdańska Filharmonia, która niestety czasem bywa pusta. Czego byśmy nie zaproponowali widzom – czy to troszkę podkasanej muzy w stylu operetki, czy musical, czy też bardziej poważne przedsięwzięcia muzyczne, jak chociażby te związane z Międzynarodowym Festiwalem Muzyki Sakralnej, gdzie kompozytorzy nie pisali łatwych utworów, to zawsze możemy liczyć na odzew ze strony mieszkańców Trójmiasta. Nasi widzowie przychodzą na organizowane wydarzenia i co jest przecież bardzo ważne płacą za bilety. Dla mnie osobiście było bardzo istotne abyśmy nie rozdawali tego dobrodziejstwa sztuki za darmo. Jeżeli ktoś wyda nawet te symboliczne 5 zł za bilet, to później podchodzi do tego dużo poważniej, a to, że zakupił bilet obliguje go również do tego żeby przyjść, wysłuchać i ocenić przygotowanie zarówno artystycznie jak i organizacyjne.

Jeżeli chodzi o popularność to jak widać po spektaklu „Mayday”, który grają Państwo od listopada ubiegłego roku, nie ma z nią problemu.

Pojawia się pytanie do jakiej grupy skierowany jest Państwa program? Czy dzieci znajdą także coś dla siebie?

Myślę, że jest to bardzo dobre pytanie. Nie wspomniałem dotychczas jeszcze o dzieciach, ale także i do nich chcemy trafiać. Był taki cykl w poprzednim sezonie teatralnym, realizowany przez Agencję Artystyczną Pani Labudy. Były to spektakle dla dzieci, które cieszyły się bardzo dużym powodzeniem. W tej chwili wpadliśmy na taki pomysł z moją koleżanką Panią Katarzyną Kiłyk żeby próbować ściągać z Polski pewne produkcje, które są już znane i uznane. Takim przykładem był teatr z Krakowa ART. RE, który przyjechał i grał przez kilka dni przedstawienia dla dzieci z gdyńskich przedszkoli. Niestety z przykrością muszę powiedzieć, że przedszkole w Małym Kacku odmówiło przybycia, nie bardzo rozumieliśmy dlaczego, ale po prostu nie przyszli. A na tym przedszkolu szczególnie nam zależało, ponieważ jest najbliżej.

Spektakle te najczęściej grane są w środę, czwartek i piątek, a w sobotę jest spektakl dla dzieci z rodzicami. Zależy nam na tym, aby rodzice także brali w nich udział. Kolejnym cyklem był teatr Rozmaitości z Gdańska, który przedstawił kilka ciekawych spektakli. Dalej będziemy kontynuować tę ofertę dla dzieci. W tej chwili jednak jesteśmy w trakcie realizacji kolejnej premiery, która odbędzie się 25 maja, a będzie to Balladyna w reżyserii Tomasza Podsiadłego. Ponadto gramy również „Romance” i „Mayday”. Niestety obiekt, którym dysponujemy nie jest olbrzymi, dlatego trudno pogodzić próby, warsztaty i spektakle więc musieliśmy wyhamować działania związane z repertuarem dla dzieci. Wrócimy do nich prawdopodobnie w kwietniu.
9 marca odbyła się premiera dla dorosłych i młodzieży dramatu „Romanca” Jacka Chmielnika, w reżyserii Dariusza Majchrzaka. To dobry przykład, na to, że mamy ciekawy materiał literacki do prezentowania komedii na scenie i do tego współczesnego polskiego autora, szkoda że już nieżującego a znanego głownie z ról filmowych w takich tytułach jak Vabank czy Kingsajz.

Wspomniał Pan o scenie studenckiej. Jaka jest idea z promowaniem sceny studenckiej? Na jakich opiera się zasadach? Czy jest szansa że młodzi aktorzy zaistnieją na większej scenie?

To, jaka będzie kariera i dalsze losy osób grających na scenie studenckiej, jest trudne do przewidzenia. Oczywiście każdemu życzę jak najlepiej i bardzo bym chciał aby wszyscy osiągnęli sukces. Sam oglądając ich pracę, przygotowanie do roli, budowanie postaci, a potem występ na scenie widzę ile pracy w to wkładają . Uważam, że jest grupa która jest bardzo zdolna i ma szansę zrobić karierę. Ale tak naprawdę, to zależy nie tylko od tego, jaki ktoś ma talent czy jak ciężko pracuje. Często ważny jest też łut szczęścia. Taką osobę musi najpierw ktoś dostrzec, a następnie wylansować na dużym lub małym ekranie. Bo w tej chwili to właśnie realizacje kinowe lub telewizyjne przynoszą wielką sławę. Teatr jest raczej przyczynkiem do lokalnej kariery. Oczywiście można robić karierę i być równocześnie dobrym aktorem teatralnym. Tak często bywa w ośrodkach miejskich i tam jest się osobą rozpoznawalną, ale niekoniecznie ta sława wypływa na cały kraj, Europę, czy świat. To są elementy, które odróżniają wielkich aktorów teatralnych od tych, którzy też są wielcy, ale występują wyłącznie w telewizji czy kinie. Zresztą filmy na dużym ekranie na całe szczęście przeżywają swój renesans, co nas cieszy, ponieważ w jednym z naszych obiektów mieści się Dyskusyjny Klub Filmowy i Kino Studyjne na ul. Waszyngtona 1.

Wracając do idei sceny studenckiej, była ona początkowo związana ze studentami uczęszczającymi do Państwowego Studium Wokalno-Aktorskiego przy Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej. W pewnym momencie zorientowaliśmy się jednak, że opieranie się wyłącznie na tych studentach nie jest najlepszym rozwiązaniem. Oczywiście dalej z nimi współpracujemy, ale również będziemy korzystamy z pracy studentów Akademii Muzycznej w Gdańsku, na której jest wydział Wokalno-Aktorski, ze specjalizacjami Musical oraz Śpiew Klasyczny. Studiują tam bardzo zdolni potencjalni aktorzy scen muzycznych. Ponadto jesteśmy w przededniu zapraszaniu studentów innych uczelni aktorskich, szczególnie myślę o Krakowie, Wrocławiu i Łodzi. To są trzy uczelnie, które przyjadą do nas i zaprezentują swoje egzaminy lub dyplomy – tego jeszcze nie wiemy dokładnie, ponieważ nie został dotychczas ustalony dokładny repertuar. Mamy nadzieję, że w maju zaprezentują się nam studenci z Krakowa i Wrocławia. Kolejne przedstawienia, w związku z tym, że mamy do czynienia ze studentami, odbędą się po sesji, która rozpoczyna się w czerwcu.
Współpraca ze studentami Studium Wokalno-Aktorskiego rozpoczęła się od organizacji warsztatów dla aktorów i studentów wydziałów aktorskich. Pierwsza ich edycja odbyła się jeszcze w Teatrze Muzycznym, a w następnym roku już w Centrum Kultury. Prowadziła je na początku pani Beata Fudalej. W zeszłym roku do pani Beaty dołączył pan Zbigniew Zamachowski. Mamy zapewnienie, że w tym roku oboje również się pojawią i będą dokształcać młodych ludzi z Gdyni ale nie tylko. Takie formy warsztatów są charakterystyczne w środowisku muzyków, gdzie odbywają się warsztaty mistrzowskie. Natomiast w przypadku aktorów bywa z tym gorzej. Często kończą szkoły i mówią, że nie muszą się już dokształcać, a dla tych, którzy chcą nie ma za wiele ofert. Mam nadzieję, że nasze warsztaty zmienią trochę tą sytuację i młodzi aktorzy będą szlifować swój talent pod czujnym okiem takich opiekunów, jak Pani Beata Fudalej, która uznawana jest za jednego z lepszych pedagogów, a do tego jest świetną aktorkę oraz pana Zbigniewa Zamachowskiego, którego chyba nie trzeba bliżej przedstawiać.

Warsztaty dla dorosłych – dla kogo?

Rzeczywiście realizujemy również i taki projekt jak warsztaty teatralne dla dorosłych. Kiedyś Pani Magda Bochan – Jachimek zaproponowała, że mogłaby poprowadzić warsztaty teatralne dla osób dorosłych. Długo dyskutowaliśmy nad formułą. W tej chwili odbywają się już kolejne zajęcia pod nazwą „W Kaczych Butach”. Skojarzenie z rzeką Kaczą i Małym Kackiem bezpośrednie i nie ukrywam, że na tym nam właśnie zależało.
Wtrącę jeszcze, że jest pomysł, aby trwale skojarzyć to miejsce i naszą działalność z hasłem „Łowicka 51”. Myślimy o tym, aby ten adres pojawiał się zarówno na naszych materiałach jak i wszędzie tam gdzie się coś o nas pisze. Chcielibyśmy, aby to miejsce stało się znanym punktem na mapie miasta. Jak widać po bardzo dobrej frekwencji na kolejnych spektaklach i wydarzeniach, już trochę udało nam się odczarować to miejsce i przestaje ono być kojarzone wyłącznie z działkowym domem kultury. Jeszcze 4 czy 5 lat temu odbywały się tu praktycznie wyłącznie wesela i festyny. Od jakiegoś czasu staramy się promować to miejsce, jako swoiste centrum artystyczne. Zależy nam, aby była to trzecia scena teatralna w Gdyni ale też koncertowa, bo i takie wydarzenia zdarzało nam się organizować. Począwszy od Martyny Jakubowicz, poprzez Golden Life, Lubelską Federację Bardów – fantastyczny i bardzo nietypowy koncert, a ostatnio międzygatunkowy Meadow Quartet, który promował swoją płytę. Wkrótce zaprosimy na kolejne wydarzenie muzyczne.

Gdzie nabyć bilety? Pojawia się także pytanie o reklamę Centrum Kultury, zwłaszcza na lokalnym rynku. Jakie są pomysły na promowanie imprez kulturalnych?

Bilety można nabyć przede wszystkim w naszej siedzibie w Małym Kacku. Ponadto są one dostępne w księgarni Vademecum (ul. Świętojańska 5-7), która robi to zupełnie non-profit. Jest to fantastyczna współpraca. Swoją drogą muszę wspomnieć, że Vademecum prezentuje bardzo ciekawy pomysł na księgarnię, która jest też swego rodzaju kawiarnią literacką. Od dawna wiemy, że formuła księgarni nie musi się wiązać jedynie z półkami pełnymi książek, które można kupić. Można również się tam spotkać i porozmawiać o literaturze i to właśnie proponuje Vademecum. Uważam, że to bardzo dobra robota, przybliżająca ideę czytelnictwa, ale dająca także możliwość wymiany poglądów i poradzenia się co warto kupić. Pracują tam ludzie, którzy są pasjonatami i to widać.

Imprezy, które odbywają się we współpracy z Teatrem Miejskim (kiedy wynajmujemy teatr na nasze imprezy) można kupić w kasie Teatru Miejskiego. W przypadku koncertów w Domu Rzemiosła bilety możemy zakupić również przed koncertem, ale osobiście tej formy nie polecam, bo z reguły przed koncertem nie ma już biletów. Ewentualnie można kupić po koncercie bilet na następny.

Wracając jednak do tego, co było głównym nurtem pytania, czyli do reklamy, to faktycznie ma pan rację. Na początku swojej działalności zorientowałem się, że jest w Małym Kacku problem z komunikacją, nie miejską oczywiście, ale tą związaną z informowaniem o imprezach odbywających się w Centrum Kultury. Przekonała mnie o tym pewna pani, która stosunkowo niedawno przeprowadziła się do Małego Kacka i uczęszczała na zajęcia jogi. Pewnego dnia przyszła do biura i zapytała dlaczego się u nas nic nie dzieje. Mamy taki fajny ośrodek, a zupełnie go nie wykorzystujemy. Akurat byliśmy świeżo po premierze spektaklu Sceny Studenckiej i jeden dzień po dramacie „Brat naszego Boga” w reżyserii Artura Dziurmana (znana postać z Klanu), który przyjechał z Krakowa ze swoim spektaklem. Przepiękny spektakl oparty na sztuce Karola Wojtyły. Plakaty były tak duże, że trudno było przejść koło nich i nie zauważyć, wisiały w Centrum Kultury i na słupach ogłoszeniowych oraz jeździły w autobusach i trolejbusach. Ta pani, która przychodziła do nas trzy razy w tygodniu, przyznała, że widziała plakaty, ale była święcie przekonana, że dotyczą one Teatru Miejskiego lub Muzycznego. Wtedy zadałem pytanie, w jaki sposób moglibyśmy dotrzeć do mieszkańca dzielnicy, aby Państwo jako sąsiedzi zechcieli przychodzić na nasze wydarzenia, te które dzieją się w Centrum Kultury. Pani powiedziała mi, że może Internet? Ale powiedziałem, że naszej stronie są te informacje. Zapytałem więc, jak jeszcze moglibyśmy promować nasze wydarzenia? No to może ulotka – rozdawanie ulotek o każdej dziejącej się imprezie. Był taki moment, że dzięki Markowi Hermanowi te ulotki i plakaty pojawiały się w punktach handlowych i to chyba też troszeczkę pomogło w zwiększeniu świadomości, o tym, że istniejemy i że dzieją się tu imprezy kulturalne, artystyczne. Niemniej jednak dalej czuje niedosyt. Mówiąc szczerze jest to jedna z rzeczy, które leżą mi na sercu i które bardzo chcę zmienić. Ma w tym pomóc m.in. spotkanie z przedstawicielami Rady Dzielnicy, na którym chcę zaproponować formę ścisłej współpracy. Chcielibyśmy bardzo żeby mieszkańcy po pierwsze mieli informacje o dziejących się w Centrum Kultury wydarzeniach, a po drugie uczestnictwa w nich na preferencyjnych warunkach. Chcemy razem wypracować jakiś model, zobaczymy co z tego wyjdzie. Mogę zapewnić, że zależy mi na tym, aby wyszło to jak najlepiej i żebyśmy w Małym Kacku byli postrzegani jako swoja instytucja.
Jak Pan postrzega dotychczasową współpracę?
Na pewno elementem, który na radnych wywarł złe wrażenie było to, że przyczyniliśmy się do przeniesienia biura Rady Dzielnicy do szkoły. Ale proszę nas zrozumieć byliśmy w sytuacji mocnego rozwoju i nie mieliśmy możliwości realizacji pewnych przedsięwzięć bez tego jednego konkretnego pomieszczenia. Był to pewnie taki moment, w którym radni odebrali to jako gest złej woli. Mam nadzieję, że nasze gesty wykonane w tym czasie w stosunku do radnych jak i do mieszkańców pokazują, że dalej zależy nam na owocnej współpracy.

Realizując kilkadziesiąt pozycji repertuarowych w miesiącu jw. Naszej instytucji łącznie z pracownikami technicznymi, pracuje tylko 12 osób. Trzeba wspomnieć, że to nie tylko teatr i koncerty – jesteśmy także wydawcą kwartalnika Bliza, a ponadto prowadzimy Gdyński Fundusz Filmowy dzięki mojemu poprzednikowi Leszkowi Kopciowi. Ostatnio prezentowałem naszą instytucję na jednym z uniwersytetów w Warszawie. Kiedy przedstawiałem budżet oraz przedsięwzięcia, które realizujemy oraz ilość etatów, ile osób z nami współpracuje i jak mała część budżetu instytucji wydawana jest na wynagrodzenia (to nie jest zarzut w kierunku miasta, tak wygląda struktura finansowa tej instytucji), powiedziano mi, że to jest jakieś mistrzostwo świata. To nie jest moja zasługa, tylko Pana Prezydenta i Wydziału Kultury, moich poprzedników oraz całego naszego zespołu. Ma na to wpływ także poszerzanie oferty artystycznej przez CK. Tak jak mówiłem wywołało to wielkie poruszenie, bo okazało się, że istnieje instytucja w Polsce, która działa w bardzo europejskim stylu. Potrafimy też pozyskiwać środki zewnętrzne – w ubiegłym roku udało się uzyskać dofinansowanie na Festiwal Muzyki Sakralnej, a w tym roku na kwartalnik Bliza i ponownie na wspomniany festiwal. Jesteśmy obecnie w trakcie rozmów ze sponsorami i myślę, że rysują się przed nami wielkie perspektywy, czego sobie, ale także i widzom życzę.

Przygotowując się do wywiadu dowiedzieliśmy się że podobnie jak my działa Pan społecznie w radzie dzielnicy, tyle że Śródmieście. Było to dla nas zaskoczenie, miłe zaskoczenie, gdyż działanie na rzecz lokalnej społeczności to bardzo ważna rzecz, niestety często niedoceniana.

Mogę tylko wtrącić, że na pewno niedoceniana. Jestem radnym od trzech kadencji Rady Dzielnicy Śródmieście, osiągając za każdym razem jeden z lepszych wyników, co cieszy mnie jeżeli chodzi o kwestie wyborcze. Chociaż moja działalność społeczna nie ogranicza się jedynie do działania w Radzie Dzielnicy, byłem również przewodniczącym stowarzyszenia Ruch dla Gdyni, które zaproponowało i dalej proponuje wiele ciekawych inicjatyw mieszkańcom.

Co Pan uważa za największy plus takiej działalności?

Nie wiem czy jestem wstanie wymienić jedną konkretną rzecz. Dla mnie działalność społeczna zawsze była dosyć istotna. Jestem osobą, która pamięta jeszcze poprzedni system. Moja rodzina nie była politycznie zaangażowana. Człowiek generalnie kontestował poprzednią rzeczywistość bardzo mocno. Jako 12 latek miałem okazję być ministrantem podczas Mszy Świętych w czasie strajków sierpniowych w stoczniach i porcie. Nie wiem skąd mi się to brało, w każdym razie byłem urodzonym antykomunistą. Wtedy hasło „społeczność” kojarzyło się z czymś wykorzystywanym politycznie. Jak były jakieś „czyny społeczne”, to były zawsze związane z ideologią partyjną. Powodowało to, że miałem do tego negatywne podejście. W momencie kiedy udało mi się dożyć do 1989 roku i zorientowałem się, że możemy praktycznie sami decydować w swoim kraju o tym co nas otacza, a zwłaszcza o tej najbliższej rzeczywistości – społeczności lokalnej spostrzegłem, że rodzą się nowe możliwości, ale też i obowiązki. Wydawało mi się, że powinno się teraz tym zająć, bez względu na to czy to jest wynagradzane, czy też nie. Moim zdaniem, jeżeli możemy zmienić rzeczywistość, która nas otacza, to powinniśmy to robić. Dla mnie jest to jedna z powinności obywatelskich, to jest istota tej działalności.

Działając 9 lat w radzie dzielnicy oraz 11 lat w stowarzyszeniu Ruch dla Gdyni zauważyłem, że taka działalność przynosi efekty. Oczywiście nie są one spektakularne. Działalność społeczna nie musi być spektakularna, nie musi być pełna splendoru i ja tego nie oczekuję. Ona powinna być skuteczna, przynosić konkretne efekty i muszę przyznać, że jeśli chodzi o naszą Radę udaje nam się je osiągnąć.
Patrząc na radę w Małym Kacku także dostrzegam fantastyczne przedsięwzięcia, które realizowane są w tej dzielnicy, jak choćby realizowany nieopodal piękny obiekt sportowy. Myślę że dzielnica ta jest jedną z bezpieczniejszych, a tak nie było, co też nie jest bez znaczenia jeżeli chodzi o Radę. My mamy jednak swoją specyficzna dzielnicę Śródmieście. Jest to takie miejsce, które skupia mieszkańców praktycznie całego miasta i ciężko jest zrobić coś, co będzie widoczne w tłoku imprez i wydarzeń miejskich. Nie mniej jednak pamiętam taką inicjatywę konkursów sportowych dla dzieci z przedszkoli. To była pierwsza taka idea wprowadzona w Polsce w życie. Polegało to na rywalizowaniu przedszkoli śródmiejskich w tak zwanych wyścigach rzędów. Oczywiście nagrody są takie same dla wszystkich, jednak dzieci mają niesamowity ubaw. Gorzej z rodzicami, którzy strasznie poważnie traktują tą rywalizację. Nie zmienia to jednak faktu, że radni jednej z dzielnic warszawskich podchwycili temat i parę lat później, po naszej premierze śródmiejskiej, zrealizowali ten konkurs w stolicy. Idea do dziś funkcjonuje także w naszej dzielnicy. Do Centrum Kultury przenieśliśmy kolejny pomysł radnych Śródmieścia z poprzedniej kadencji . Był to jeden z projektów konkursowych Kultura w dzielnicy, a mianowicie przegląd kabaretów gimnazjalnych „GIMKAB”. Teraz realizowany jest przez Centrum Kultury, jednak swoją działalność rozpoczynał w Radzie Dzielnicy Śródmieście. Rozpoczynał się od warsztatów, a kończył występem. W tej chwili zakończyły się warsztaty prowadzone przez Szymona Jachimka z kabaretu Limo oraz bardzo udany przegląd grup kabaretowych. Możemy mówić o sukcesie gdyż zgłosiło się dwukrotnie więcej uczestników niż to było w latach ubiegłych, co jest dowodem na to, że idea była słuszna.

Nasuwa się wniosek, że praca społeczna i praca zawodowa mogą iść w parze.

Oczywiście, że mogą iść parze. Niestety muszę przyznać, że odbija się to na życiu rodzinnym, ale na szczęście moja rodzina ma dla mnie dużo cierpliwości i wspiera mnie w moich działaniach, za co jej bardzo dziękuję.
Jak Rada Dzielnicy radzi sobie z organizacją imprez dla mieszkańców.
Problem polega na tym, że gdybyśmy się za bardzo skupiali tylko na mieszkańcach Śródmieścia to ciężko byłoby nam sprecyzować potrzeby mieszkańców. Podam przykład wcześniej wspomnianych wyścigów rzędów. Są one teoretycznie organizowane tylko dla śródmiejskich przedszkoli. Jednak z różnych powodów, dzieci są do nich dowożone praktycznie z całej Gdyni. My badając ten problem, istotny dla nas, doszliśmy do wniosku, że organizowanie imprez zamkniętych tylko na dane środowisko miałoby charakter nieodpowiadający dzielnicy Śródmieście. Bo wiemy, że przez tą dzielnicę przewija się wiele ludzi, więc dlaczego nie mieliby oni brać udziału w imprezach.

Jakie różnice pomiędzy dzielnicami można zauważyć mieszkając w Śródmieściu a pracując w Małym Kacku?

Tą różnicę widać chociażby w samej zabudowie architektonicznej. Szczególnie w części dolnego Małego Kacka, w której się znajdujemy. Dla mnie jest on niesamowicie urokliwy, dlatego że ma inny układ urbanistyczny. Jest zupełnie odmienny od tego, co mamy w Śródmieściu. Kocham moją dzielnicę, bo obcuje tam na co dzień z przepięknymi obiektami modernistycznymi. To jest to, co mało kto z Gdynian dostrzega, ale mamy jedyne w Europie śródmieście, w którym jest skupiona tak duża ilość obiektów modernistycznych. Możliwość obcowania z tą ciekawą architekturą daje dużą radość. Nie ukrywam jednak, że będąc w Małym Kacku odpoczywam. Gdy jestem zmęczony pracą to wychodzę na zewnątrz i tu jest zupełnie inny klimat. Tu jest właśnie taka enklawa dająca poczucie przebywania, z jednej strony w dzielnicy willowej, a z drugiej w starej dzielnicy Gdyni. To jest dzielnica, gdzie ludzie mieszkają nieraz od przedwojnia. Są tu całe rody kaszubskie, które są mocno związane z tym miejscem. Czuć też inny rodzaj tożsamości obywatelskiej, to jest zupełnie inny rodzaj niż w śródmieściu gdzie dużo jest tzw. ludności napływowej, która bardziej identyfikuje się z całym miastem, bo to miasto stwarza taki swój specyficzny klimat. Ale tu jest jednak jeszcze coś więcej, taki dodatkowy element, który powoduje przywiązanie do tego konkretnego skrawka ziemi. Co charakteryzuje w szczególności Kaszubów, a jak wspomniałem, jest tu dużo rodów kaszubskich. Poza tym przyroda, rzeka Kacza, bliskość lasów to są te elementy, których wam zazdroszczę
Jak jest z realizacja pieniędzy inwestycyjnych w śródmieściu?
Myślę, że to jest jeszcze większy problem dla Śródmieścia niż dla Małego Kacka. Bo ogrom rzeczy, które chcielibyśmy wskazać do skosztorysowania, a potem do wykonania jest jeszcze większy. W naszej dzielnicy radni zadecydowali, że zrobią rekonesans, przejdą się po dzielnicy i sporządzą listę. Wytypowano 10 miejsce do skosztorysowania. Niemniej uważam, że my mamy z tym problem. Uważam, że wpuszczono nas na głęboką wodę i nie możemy sobie z tym do końca poradzić. Mało wśród nas jest architektów, inżynierów, którzy mogliby realny okiem ocenić co jest możliwe, a co nie.

Jak rada dzielnicy śródmieście radzi sobie z komunikacją z mieszkańcami.

Z tym jest duży problem, zróżnicowanie Śródmieścia a także rozległy obszar na pewno nie sprzyja dobrej komunikacji. Szczęście, że każdy z radnych mieszka w innej części, co powoduje, że taki kontakt z najbliższym środowiskiem jest bardziej bezpośredni. Oczywiście mamy dyżury, ale skłamałbym gdybym powiedział, że są one oblegane. Zdarza się, że czasem ktoś przyjdzie, ale najczęściej nikt się nie zjawia. Ostatnio rozmawiałem z radnymi dzielnicy Oksywie i okazuje się, że są tam kolejki na dyżurach rady. Nie wiem czy w ogóle jest możliwe wypracowanie modelu, który będzie wspólny dla wszystkich dzielnic.

Dziękujemy.

Rozmawiali: Sebastian Jędrzejewski i Adam Popiołkiewicz

zdjęcie: www.kochamgdynie.pl