Rzeczka

Małokacką dolinę przeciętą wąską wstęgą spokojnej, niepozornej rzeczki otaczają z trzech stron wyniosłe wzgórza. Osłonięta od dokuczliwych północnych wiatrów, nasłoneczniona i cicha zapewniała kolejnym pokoleniom atrakcyjne warunki do życia i gospodarowania. Wypoczywający nad morzem wiosną i latem 1920 roku Stefan Żeromski odnotował w „Wietrze od morza”, że: „Zapach traw młodych niósł się z poprzecznych łąk między górami, gdzie Kaczy Strumień po kamieniach z lasów spada …”. Jednym słowem prawdziwa oaza szczęścia i spokoju.
Paradoksalnie jednak ów Kaczy Strumień spadający z lasów czasami przemienia się z małej, spokojnej rzeczki w dużą i nieprzewidywalną rzekę niosącą zniszczenie i stwarzającą poważne zagrożenie mieszkańcom doliny. W okresie międzywojennym odnotowano kilka powodzi. Najgroźniejsza miała miejsce w maju 1937 roku. Spowodowały ją potężne opady deszczu w dniach 16 i 17 maja skoncentrowane nad całym dorzeczem Kaczej. Efektem takiej nawałnicy był gwałtowny wzrost dopływu wody z całej zlewni do głównego koryta rzeki osiągający wg obliczeń wartość 111 m3/s !!! Dla zobrazowania skali kataklizmu dodajmy, że przepływ Wisły w Sandomierzu przy niskim stanie wody na poziomie 71 cm wynosi 109 m3/s a więc praktycznie tyle samo.
Skutki takiej metamorfozy Kaczej były katastrofalne. Rzeka zniszczyła trzy młyny, most drogowy na dzisiejszej Alei Zwycięstwa i kilka pomniejszych mostków. Na powierzchni 1,5 ha pól i ogrodów naniosła warstwę ziemi osiągającą miejscami niemal 2 m grubości. Rozmyte zostały lokalne drogi. Małokacka dolina przekształciła się w rozległe jezioro. Aleksandra Tarkowska w książce „Gdynia między wojnami” przytacza następujące wspomnienie p. Joanny Sowińskiej:
„W 1933 roku rodzice kupili działkę w Małym Kacku przy Lipnowskiej [10, róg ul. Piotrkowskiej]. … Działka została kupiona za gotówkę od senatora gdańskiego Jewelowskiego, który był właścicielem Małego Kacka. … – Pamiętam powódź w Kacku, latem 1937 roku. Rzeka Kacza szeroko wylała, woda podchodziła aż pod nasz ogród, tereny leżące poniżej zostały całkowicie zalane. Ojciec, bracia i sąsiedzi angażowali się mocno w akcję ratunkową, pomocy powodzianom udzielała też straż pożarna.”
Warto wspomnieć, że w czasie powodzi 1937 roku Gdynię z Orłowem łączyła dwutorowa linia kolejowa – tory biegły po terenie, nasypu nie było. Sytuacja zmieniła się w latach 1951-54 kiedy to wraz z budową Szybkiej Kolei Miejskiej powstał wiadukt nad ul. Wielkopolską a tym samym zaistniała konieczność budowy nasypu dla podniesienia torowiska. Ciekawostką związaną z tą inwestycją był sposób zagęszczania nasypu. Jak podaje Jerzy Cisłak w „Roczniku Gdyńskim nr 14” do realizacji tego zadania „zastosowano urządzenie składające się z elektrycznego zapalnika i walca stalowego. Pod wpływem impulsu elektrycznego następował mały wybuch i walec unosił się w powietrze, po czym opadał zagłębiając się w grunt. Urządzenie było przesuwane w momencie znajdowania się walca w powietrzu.”
Wybudowany nasyp utworzył swoistą groblę przecinającą w poprzek nadrzeczną dolinę. Niewielki rzeczny przepust w tej tak masywnej konstrukcji prezentuje się nadzwyczaj skromnie.
Minęły kolejne dziesięciolecia. Nasza Kacza, poza mniej groźnymi wylewami w końcu lat pięćdziesiątych i w 1981 roku, sprawowała się nad wyraz poprawnie. O wiosennej powodzi z 1937 roku zapomniano. W ogólnokrajowym „Raporcie z wykonania wstępnej oceny ryzyka powodziowego” z grudnia 2011 opracowanym przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB w odniesieniu do rzeki i zlewni Kaczej podano następujące informacje dotyczące powodzi historycznych i powodzi prawdopodobnych:
– Miejsce i data historycznej powodzi oraz czas jej trwania: nie dotyczy [=nie wydarzyła się ?!]
– Powódź prawdopodobna: typ rzeczny
– Typ powodzi ze względu na mechanizm i charakterystykę: brak dostępnych danych
– Prawdopodobieństwo wystąpienia powodzi w ciągu roku: 1%
– Źródło powyższych danych: Urząd Miasta Gdyni [ !!! ]
Czy rzeczywiście możliwość powtórki powodzi takiej jak ta z 1937 roku, o której wg informacji UM nic nie wiadomo, jest aż tak mało realna?
Trójmiasto otoczone wzgórzami odwadnianymi przez małe rzeczki i strumienie jest szczególnie narażone na ich gwałtowne wezbrania spowodowane potężnymi opadami deszczu. Niektóre z nich zbierają wodę ze stosunkowo rozległego i zurbanizowanego obszaru. Należy przypomnieć, że kilkanaście lat temu, w dniach 9 i 10 lipca 2001 roku, podobna powódź miała miejsce w gdańskich dzielnicach Orunia, Lipce i Św. Wojciech. Tam również przyczyną było gigantyczne oberwanie chmury. Według szacunków nawałnica spowodowała dopływ wody do Kanału Raduni wynoszący 122 m3/s czyli tylko nieco więcej jak na Kaczej sześćdziesiąt cztery lata wcześniej. Obraz i skutki tego kataklizmu są powszechnie znane.
Należy wierzyć, że oba zdarzenia w pełni wykorzystały statystyczny limit nieszczęść tego rodzaju zagrażający naszemu regionowi a tym samym również małokacka dolina nie musi obawiać się „ekscesów” ze strony niepozornej Kaczej Rzeczki. Przysłowia są podobno mądrością narodów a jedno z nich głosi, że „strzeżonego Pan Bóg strzeże”. Dobrze więc, że rozpoczęto prace modernizacyjne rzecznego przepustu pod nasypem kolejowym, które prawdopodobnie umożliwią przepływ większej ilości wody. Oby tak było.

Janusz Postek