Ejsmond i pierwsi odkrywcy … „górki”

WKS Kotwica Pińsk
Przedwojenne Polesie było powszechnie uważane za największą w Europie krainę bagien i królestwo dziko płynących wód – tak w 1935 roku w swoim „Przewodniku po Polesiu” pisał Michał Marczak. Barwny opis tego kresowego regionu prezentował następująco: „Na południowy wschód od Pińska, w samym sercu Polesia, u zbiegu rzek Prypeci, Piny, Styru i Jesiołdy, rozpościera się jedno z największych bagnisk na Polesiu, tzw. „Morze pińskie”. Bezkresną tę równinę, obejmującą około 250.000 ha powierzchni, przecina zagmatwany splot rzek i strumieni, wśród których drogi szukać umie jedynie doświadczony rybak tamtejszy. Wiosną, wezbrane rzeki pokrywają tę równinę jednolitą taflą wód, latem zjawia się na „morzu pińskiem” nieogarnięty łan trzcin i szuwarów. Jednostajność krajobrazu, jego rozległość w połączeniu z nieprzezwyciężonymi trudnościami fizycznymi, z jakimi spotyka się wędrowiec usiłujący przedrzeć się przez tę pełną topielisk plątaninę wysokich traw i szuwarów, budzą uczucie nie tylko piękna, ale i surowej grozy.”
W okresie międzywojennym „morze pińskie” stanowiło akwen operacyjny Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej. Główną bazą tej flotylli był Pińsk, w którym stacjonowało ponad 100 pływających jednostek bojowych i pomocniczych.
Pińsk rewersPińsk przełomu lat 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku był skromnym 30-tysięcznym miastem posiadającym w swej ofercie „cały szereg restauracyj i cukierni”, dwa kinoteatry, kolejowy plac sportowy, boisko sportowe i „przystań wioślarską na Pinie z szeregiem łodzi do wynajęcia”. Częstym gościem bywał w nim Julian Ejsmond (1892-1930) – poeta, literat, tłumacz i … zagorzały myśliwy. W kilkakrotnie wznawianych wydaniach zbioru opowiadań pt. „Moje przygody łowieckie” tak żartobliwie zapisał swoje wrażenia: „Oczekując w Pińsku na przybycie naszego towarzysza polowania, zwiedziliśmy sławetny ów gród, śród błot położony, którego ulice stanowią kładki na ruchomym bagnie … Petersburg, jak wiemy powstał również na bagnach, Pińsk ma więc przed sobą wielką przyszłość i może jeszcze z czasem zostać stolicą państwa. Zresztą możnaby go raczej porównać do Wenecji, królowej Adrjatyku, z tą różnicą jedynie, iż tam woda – a tu błoto, do picia zaś tam wina – a tu Pina …”
Służba – służbą, ale po wachcie marynarze coś ze swoim wolnym czasem musieli począć. Sport dla wojska zawsze stanowił atrakcyjną propozycję – tak również było w tym przypadku. Wśród marynarzy flotylli największą popularnością cieszyły się kulturystyka, podnoszenie ciężarów i oczywiście niezastąpiona piłka nożna. Założona w końcu lat 20-tych drużyna piłkarska WKS Kotwica występowała w rozgrywkach okręgowej ligi Polesie – Klasa A. Zawodnicy rozgrywali mecze w białych spodenkach i ciemnoniebieskich koszulkach z charakterystycznym emblematem marynarskiej kotwicy na piersiach.
Mistrzostwa Marynarki Wojennej w piłce nożnej - IX.1937Czasem, przy okazji odbywania zasadniczej służby wojskowej, kadrę klubową wzmacniali piłkarze mogący pochwalić się nawet występami w reprezentacji narodowej. W owych latach do marynarskiej drużyny trafił m.in. Gustaw Bator, były trzykrotny reprezentant Polski, strzelec bramki w meczu ze Szwecją w lipcu 1932 roku. Na starym zdjęciu, wykonanym tuż po zakończeniu jakiegoś być może wygranego meczu, widać całą jedenastkę Kotwicy a obok piłkarzy stoją jej „nieodłączni” kibice. Na odwrocie – podpisy zawodników, między innymi również autograf Batora.
Osiągnięcia drużyny WKS Kotwica były proporcjonalne do jej skromnych możliwości – dwukrotnie zdobyli mistrzostwo Polesia a w roku 1935 bezskutecznie walczyli w eliminacjach o awans do I ligi przegrywając dwa razy ze Śmigłym Wilno i oddając dwa mecze walkowerem Warmii Grajewo. Największym sukcesem było zdobycie tytułu Mistrzów Marynarki Wojennej we wrześniu 1937 roku na turnieju rozgrywanym w Gdyni na stadionie przy ulicy nazwanej imieniem nieżyjącego już wówczas Juliana Ejsmonda (zginął kilka lat wcześniej w wypadku drogowym na szosie do Morskiego Oka). Po wygraniu turnieju piłkarze wraz z osobami towarzyszącymi dumnie sfotografowali się na tle piaszczystego stoku przystadionowego wzgórza.
Kilkadziesiąt lat później słynna „górka przy Ejsmonda” stała się symbolem wielopokoleniowych tradycji kibicowania piłkarzom gdyńskiej Arki. Pół żartem, pół serio można spuentować, że już przed wojną kresowa drużyna z dalekiego Pińska nieprzypadkowo pozowała do swej pamiątkowej fotografii w tym właśnie miejscu wybierając „górkę” za symboliczne tło piłkarskich sukcesów !!!
Dziś jako nazwa głównej kibicowskiej trybuny zadomowiła się na stałe na Miejskim Stadionie w Małym Kacku, zaś obecni kibice raz do roku spotykają się na dawnym stadionie aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie na tle „górki przy Ejsmonda” … tak jak uczyniła to kiedyś nieznana, kresowa drużyna.

Janusz Postek