Małokacka parcelacja.

Mały Kack początku lat 20-tych to przede wszystkim stara osada rzemieślnicza nad Kaczym Potokiem i pobliski kompleks pałacowy otoczony okazałym parkiem. Osadę z majątkiem łączyła brukowana droga skośnie przecinającą gdańską linię kolejową, przy przejeździe była mała stacja – niski ziemny peron i towarzyszący mu parterowy budynek dworcowy. Od rogatek parkowych w kierunku Wielkiego Kacka wiodła gruntowa droga szerokim łukiem docierająca do podnóża skarpy pobliskich wzgórz aby dalej podążyć mniej więcej tak samo jak dzisiaj czyni to ulica Wielkopolska …

Koniec drugiej dekady ub. wieku naznaczony został dynamicznym rozwojem gdyńskiego kompleksu portowo-miejskiego i jego rosnącą ekspansją ukierunkowaną wzdłuż ówczesnych ciągów komunikacyjnych zarówno w kierunku Gdańska jak i Wejherowa. Tempo rozwoju Gdyni i żywiołowość tego procesu przerosły wyobrażenia wszystkich planistów. Brak realnych projektów rozbudowy miasta, opóźnienia procesu przekształceń własnościowych w obrocie miejskimi gruntami spowodowały spekulację cenami działek na niespotykaną dotychczas skalę oraz podobnie wysoki wzrost czynszów. Dla atrakcyjnych podmiejskich obszarów był to „ostatni dzwonek” aby podjąć jakiekolwiek działania mogące uporządkować nadciągający żywioł urbanistyczny.

W latach dwudziestych ostatni niemieccy spadkobiercy Karla von Brauchitsch’a postanowili sprzedać swój rozległy małokacki majątek – zadecydowały o tym prawdopodobnie względy finansowe a być może również polityczne. Nabywcą obszaru dworskiego wraz z kompleksem pałacowym został Julius Jewelowski, jeden z najbogatszych gdańszczan pochodzenia żydowskiego, parlamentarzysta i senator Wolnego Miasta Gdańska. Jednak wkrótce, jak podaje K. Małkowski (Rocznik Gdyński nr 20), grunty majątku zostały przejęte za długi wobec Państwa i przy współdziałaniu gdańskiego Dresdner Banku, Banku Polskiego oraz Ministra Skarbu rozpoczęto parcelację majątku Mały Kack. W realizacji tego celu posłużono się projektem warszawskich architektów Adama Kuncewicza i Adama Paprockiego z 1930 roku, wg którego
„cały obszar z wyjątkiem gruntów otaczających zabudowania dworskie, niskich łąk nad rzeką Kaczą i łąk pomiędzy Szosą Gdańską a terenami kolejowemi, oraz spadzistych terenów zarośniętych lasami, w zupełności nadaje się dla celów budowlanych i będzie naturalnem przedłużeniem Gdyni w kierunku południowym. … Z Gdynią i Gdańskiem łączy majątek Szosa Gdańska i Gdańska linja kolejowa, z wybrzeżem – drogi na terenie obszaru dworskiego Orłowo, z Kolibkami i Wielkim Kackiem – dobrze urządzone polne i leśne drogi. … Prócz kolejowej istnieje stała komunikacja autobusowa. Podróż autobusem do Gdyni trwa 7 minut.”
Ogólnie dostępną sprzedaż „parcel budowlanych na dogodnych warunkach” realizowano poprzez Biuro Parcelacji Majątku Mały Kack zlokalizowane w gdyńskiej kamienicy byłego burmistrza miasta Augustyna Krauzego.

Jak ocenić małokacką parcelację?
Zaskakującym spostrzeżeniem jest fakt, że dzisiejsze ulice położone pomiędzy torami Gdynia-Gdańsk, Kaczą Rzeką oraz ulicami Łowicką, Adwokacką i Oficerską są w pełni zgodne z siatką ulic planowanych projektem z 1930 roku. Również Plac Górnośląski jest dokładnie tam gdzie tego chcieli dwaj warszawscy architekci. Świadczy to zarówno o poprawności samego projektu jak i efektywności procesu parcelacji. Pomimo zmieniających się w kolejnych latach systemów politycznych zarówno administracja okupacyjna jak i komunistyczna nie zmieniły układu przestrzennego zagospodarowania tej części miasta.
Jednym z głównych zadań projektu parcelacyjnego było wyprostowanie krętej polnej drogi do Wielkiego Kacka i uznanie jej za główną gdyńską arterię wiodącą w głąb Pomorza, chociaż trzeba przyznać, argumentacja tego celu brzmi dziś dość archaicznie – zakładano bowiem, że „drogą tą z Wielkiego Kacka i okolicznych osad będą dostarczane do projektowanego rynku produkty spożywcze.” Ten planowany wówczas rynek to Plac Górnośląski – po osiemdziesięciu latach, nadal pracowicie pełniący funkcję popularnego targowiska dla okolicznych dzielnic Gdyni choć trzeba przyznać, że … sprzedawane na nim produkty raczej z Wielkiego Kacka nie pochodzą.
Nowopowstała brukowana arteria została „ochrzczona” ulicą Wielkopolską z inicjatywy Józefa Budziakowskiego – ówczesnego kierownika oddziału drogowego Wydziału Technicznego miasta Gdyni – znakomitego inżyniera a w czasie wojny dowódcy na różnych frontach walki w kraju i na obczyźnie. Ulica Wielkopolska natychmiast została zaakceptowana przez mieszkańców Małego Kacka o czym świadczy komentarz w miesięczniku warszawskim z 1936 roku: „Szosa na Chwaszczyno, o charakterze wybitnie dalekobieżnym, w obrębie Małego Kacka traktowana jest jako miejscowe Champs Elyses [Pola Elizejskie], rendez vous miejscowego eleganckiego świata i wózków dziecinnych. Automobilistom poleca się w niedzielne pogodne popołudnie zażyć spaceru wśród tego rojowiska.”

Pospieszne, planowe, choć na pewno pod wieloma względami dalekie od doskonałości, przeobrażenie dawnego rolniczego obszaru dworskiego Małego Kacka we współczesne osiedle podmiejskie, jest zbywane milczeniem w większości gdyńskich publikacji. Wspomina się rzemieślniczą osadę nad Kaczą Rzeką, mówi o zespole dworsko-pałacowym, wymienia slumsy Drewnianej Warszawy i wrogą Polsce postać młynarza Kuehla natomiast o zbiorowym wysiłku tutejszych osiedleńców i realizatorów parcelacji dawnego Małego Kacka, należącego dziś w dużej części do Orłowa, jakby zapomniano. Czyżby wykupienie zadłużonych(?) gruntów od dawnych niemieckich właścicieli przez żydowskiego senatora, współpraca(?) gdańskiego i polskiego banku w realizacji procesu parcelacji a następnie mozolna budowa niezbyt okazałych domów na własnym kawałku ziemi przez polskich osiedleńców z Kaszub, Kociewia i z głębi kraju była czymś nagannym i wstydliwym? Wszak ten pionierski małokacki okres w tamtych przedwojennych latach był realizacją ich marzeń o gdyńskiej „ziemi obiecanej”.
Większość małokackich domów wznoszono systemem gospodarczym, bez planów i nadzoru architektonicznego – dlatego trudno było nimi się zachwycać. Dzisiaj ta część miasta uzupełniona nowszą zabudową, jako całość, posiada swój niepowtarzalny charakter – zachowuje spokojną, senną, małomiejską atmosferę całkowicie odmienną od willowo-letniskowej aury nadmorskiej części Orłowa czy zatłoczonych i gwarnych blokowisk Karwin, Witomina i Płyty Redłowskiej.

Małokacka parcelacja całkowicie zmieniła obraz dawnego obszaru dworskiego. Dzisiaj, oprócz pałacu i dworskiego parku, o tamtych latach przypominają ostatnie już, wiekowe, przydrożne drzewa nieistniejącego zakola wielkokackiej drogi – widoczne na załączonych zdjęciach przy dawnym przejeździe kolejowym i u podnóża skarpy w pobliżu ul. Łowickiej.

Janusz Postek